Strona Główna Dodaj do Podlizywaczy
1878 odwiedzin
Katalog Podlizywania
0 wpisów
Dodaj do Katalogu Podlizywania
2011 Maj
|
Szpetna Córcia, czyli Voldek znów ojczulkiem. - część 2
Zapraszamy Was do drugiej części przygód Harry'ego jako Mrocznego Przydupasa-Emo. Głównym miejscem akcji będzie Chata Możnego Pana (gdzie są tylko trzy okna). Na prośbę ministra, którego Harry nie cierpi, stał się seryjnym mordercą i dusi, że aż krew bryzga na wszystkie strony! Będą kocie walki i niedźwiadki będą się po pleckach drapać, tyle. Nie spojleruje dalej, czytać!
Analizowali: Hisato, Raven i Rika.
*** - czy ktoś widział mój krawat? - Zgubiłam torebkę! - Nie mogę znaleźć buta! - Moja sukienka ma plamę! - Włosy nie chcą mi się układać - Ginny! Ginny! Pośpiesz się! - Gdzie Gabriel? - Tutaj- to co działo się tego ranka w domu Weasleyów można było porównać jedynie do jakiegoś trzęsienia ziemi. Ile w skali Richtera? Pewnie by się tutaj nie zmieściła ta liczba. Założę się, że to oni byli tak naprawdę sprawcami trzęsienia w Japonii.
W środku całego zamieszania ktoś zapukał do drzwi. (O dziwo) Drzwi się otworzyły i staną(ł) w nich wysoki mężczyzna w czarnym smokingu i z czarna peleryną. I z czarnym kapeluszem.
- Harry jak miło cię widzieć! Myśleliśmy że nie będzie cię jeszcze parę godzin! Wejdź kochanie! U nas jest troszeczkę harmider i...- Pani Weasley potknęła się o but- ...bałagan. - widzę. A gdzie nasza szczęśliwa parka? - Szykuje się. Co za zamieszanie! Wiemy, wspominałaś to, Molly, zdanie wyżej. Tak to jest chorować na alzheimera. Dlaczego akurat musiała potknąć się o but?
- Mamo nie widziałaś mojej...- po schodach zbiegła Ginny kiedy zobaczyła Harry'ego zatrzymała się gwałtownie- broszki... Cześć Harry... - Witaj Ginny- Potter przez długi czas przyglądał się swojej byłej. W długiej złotej sukni wyglądała ślicznie a włosy jeszcze nie zebrane do koku rozrzucone były na ramionach dziewczyny. Harry nie mógł nic powiedzieć - Stary!- po schodach zbiegł Ron, był w opłakanym stanie. Harry się roześmiał - Wyglądasz jakby przeszło po tobie tornado! - Dzięki! nie ma to jak wsparcie na duchu przez najlepszego kumpla! - Czi nikt nie widzial ślubnu wiązanki? Co? Ałtoreczce chyba chodziło o energię życiową, czyli to czi. Dziwne, że nie wywróciła się w tej sukience.
- Z pokoju na dole wyszła piękna dziewczyna o olśniewającej urodzie. Miała neon na głowie. Jak zwykle postać musi być ZAWSZE piękna.
Była ubrana identycznie jak Ginny, ale piękno siostry panny młodej było przyćmione przez bijące naturalne piękno panny Weasley. Młoda piękność również zatrzymała się patrząc na przybysza.- A toi pewnie Arry Potter? Niech ona nie powtarza cały czas "piękność, piękna", bo się zaraz porzygam. Co? Zazdrosna?
- Tak- powiedział chłopak z uśmiechem- a ty pewnie jesteś siostrą Fleur? - Łi! ty mnie pamiętasz? Co to za szajski dialog? Z tego co ja pamiętam, to widzieli się w Harry Potter i Czara Ognia. To ta, która się topiła? Tak. No, nie akurat topiła. Pływała sobie po dnie przywiązana do sznura.
- Trudno zapomnieć- mrukną Ron, dziewczyna podeszła do Harry'ego i ucałowała go w policzek - Ja nie podziękowała ci jeszcze za uratowanie żicia! Na Bora dzięki, że nie "rzicia" Ową dziewczyną była prawa ręka. Ach, jakie to romantyczne. Szkoda komentować.
- To nic wielkiego!- zaśmiał się chłopak, obserwując kontem oka zachowanie Ginny. Dziewczyna wyraźnie spochmurniała, a kiedy zauważyła wyraźny podziw w oczach rywalki wbiegła znowu po schodach. Nie miała szans z tą pięknością. Znowu ta "piękność"...
Ginny nie wiedziała jednak że Harry wciąż myśli tylko o jednej dziewczynie i żadna inna nawet najpiękniejsza nie może równać się z jego wybranką. Po paru godzinach młoda para świętowała już z rodziną. Grała muzyka i na parkiecie wirowały pary. Przecinku, gdzieś ty znowu jest?!
Harry rozmawiał z bliźniakami. W pewnym momencie jeden z nich powiedział - Ta mała ciągle się na ciebie patrzy. Poproś ja do tańca bo gdzie jeszcze wypadną jej oczy- powiedział Fred wskazując na Gabriel. Harry poszedł za radą bliźniaków i już po chwili wirował z wniebowziętą dziewczyną na parkiecie. Harry był świetnym tancerzem. On jest we wszystkim świetny.
Był bacznie obserwowany przez pewną młodą damę która znalazła partnera w Nevilu który został zaproszony na ślub który z kolei deptał jej po palcach. A Hisato, który musi analizować ten szajs, który z kolei jest szajski. Szajse, no.
Kiedy skończył się jeden taniec chłopak podziękował dziewczynie i podszedł do Rona i Hermiony - Fajnie było?- mrukną Ron -Bo ja wiem? Normalnie- Hermiona prychnęła - O co wam chodzi? - O to że zostawiłeś moją siostrę "dla jej bezpieczeństwa" a zabawiasz się z tą... - Słuchaj Ron! Słuchaj i nic nie mów! Ja naprawdę kocham twoją siostrę, ale nie chce jej stracić! Myślisz że Voldemort będzie patrzył na to ze ona jest niewinna? Ja w to wątpię. Nie chce rozpaczać po utracie kolejnej ważnej osoby w moim życiu. Nie chce patrzeć na grób mojej dziewczyny, nie chcę słyszeć ze zabiłem twoją siostrę. Rozumiesz? - Tak- powiedział cicho- Ale to wcale nie oznacza że musisz ją ignorować! - Nie ignoruje jej! Ta rozmowa jest bez sensu. Wszystko tutaj jest BEZ SENSU.
- tak? To czemu jeszcze z nią nie tańczyłeś? - Chcesz żebym to zrobił? Bardzo proszę!- Podszedł do Ginny i zaciągną(ł) ją na parkiet. Przeznaczenie chciało że akurat grali wolna piosenkę. Dziewczyna wtuliła się w chłopaka, a on przeklinał w duchu ze wybrał akurat ten moment. tan taniec tylko utrudniał sytuację. Tęsknił za tą dziewczyną. Chciał nachylić się i ją pocałować, ale nie mógł. - Harry? - Hmmm? - co myślisz o Gabriel? - Co ja myślę? - Tak! - No... miła dziewczyna. - Ach, daj spokój! Ja mówię o jej wyglądzie!- Harry uśmiechną(ł) się Przypomniała mi się Lacia*. Brrr! (Lacia – stalkerka z poszkole.pl.) Aż tak Ci za skórę zaszła? Nie pytaj.
- Czyżbyś była zazdrosna?- dziewczyna prychnęła - Ciekawe o kogo? Boże... Czy dziewczyny zawsze muszą być takie wrażliwe? Chodzi ci o pudernice? Oczywiście!
- Pomyślmy...- chłopak odsuną lekko dziewczynę aby zobaczyć jej twarz- może o mnie?- zapytał z rozbrajającym uśmiechem. - O ciebie? Nie! - A o kogo? - JA NIE JESTEM ZAZDROSNA! Zła odpowiedź. Try again. Zawsze ta sama śpiewka.
- chłopak wybuchną śmiechem, podniósł dziewczynę o parę cali i okręcił wokół własnej osi.- Puść mnie!- szepnęła cicho dziewczyna do ucha chłopaka- wszyscy na nas patrzą! - Przeszkadza ci to?- zapytał stawiając dziewczynę ... *mdleje* *stara się nie śmiać* Cali...?
- Nie ty będziesz musiał po tysiąc razy powtarzać że nic między nami nie ma dla każdego członka rodziny! - A nic między nami nie ma?- spytał Harry przytulając do siebie mocniej dziewczynę i jednocześnie czując że jej serce zaczyna mocniej bić. Chciałam zauważyć, że Harry dość szybko zmienia zdanie, co do tego, czy jego "dziewczyna" będzie w niebezpieczeństwie czy nie, ale dobra, ja tu nie mam nic do gadania... Wow. Niech uważa, bo zaraz wyskoczy i zwieje.
- sam tak zdecydowałeś, ja nie miałam prawa głosu- szepnęła dziewczyna, w jej oczach zbierały się łzy. Muzyka przestała grać.- dokończymy tą (tĘ) rozmowę później!- powiedziała i odeszła bardzo szybko. Harry był w drodze do stołu kiedy przez otwarte okno wleciała sowa. List był od ministra. prosił o natychmiastowe spotkanie. Bardzo ciekawe. Nie! Nie napiszę tego.
Harry nie lubił tego człowieka ale wiedział że teraz musi radzić sobie sam i zlekceważenie błagalnej prośby ministra było by karygodne. Niech zlekceważy, niech wsadzą go do Azkabanu!
Szybko podszedł do Bila i wytłumaczył mu że wzywają go interesy i że nie może niestety dłużej korzystać z gościnności pana młodego. Kiedy już wyraził swoje ubolewanie i pożegnał się z czcigodną małżonką podszedł do przyjaciół z którymi była Ginny. - Musze wyjść. Nie sądzę abym jeszcze zdążył wrócić. Jak się wszystko skończy zabierzcie swoje rzeczy i jedźcie do doliny Godrika. Pójdziecie drogą w dół. Zobaczycie biały parkan, tam stoi mój dom. Nie jedźcie, mieszkanie obok wodospadów w takiej ciasnej dolince nie jest normalne. Plus - pogryzą was skrzaty.
- Mnie również zapraszasz?- zapytała Ginny - Miejsce się znajdzie- zażartował- Jeżeli chcesz zapraszam. A teraz wybaczcie.- wezwał autobus i udał się do ministerstwa. Autobus? AUTOBUS!? Powaliło Cię, synek? Ja bym wolała taksówkę, jak już się coś wzywa, ale ok, każdy ma jakieś swoje zboczenie... Na taksówkę go nie stać.
Skierował się prosto w stronę gabinetu ministra. Wszedł do niego szybko i pewnie - Witam Ministrze.- powiedział zimno - Och cieszę się że jesteś tak szybko. - Naprawdę? - Tak. Posłuchaj chłopcze. Wiem że nie darzysz mnie sympatią, wręcz mnie nie znosisz. Uważasz że ministerstwo to kupa idiotów nie potrafiących nic zrobić, ale pomyśl też o ludności. O naszym świecie! O już przestań tak marudzić. Potwierdzam. A o Voldku to już nikt, k****, nie pomyśli.
- W jednym się zgadamy - Ale pomijając fakt jesteś mi potrzebny - Przepraszam, nie rozumiem pana. Domyśl się... Nie no, to by było za trudne... Ja też nie rozumiem.
- Ty potrzebujesz pracy, ja pracownika. Pomożemy sobie i jednocześnie całej społeczności. - Nie będę pracował dla ministerstwa.- powiedział mężczyzna podnosząc się z fotela. - Czekaj! Nie dla ministerstwa. Bardziej dla biura aurorów. Usiądź, i słuchaj. muszę powiedzieć że moi aurorzy są do kitu. No, chciałbym to zobaczyć, jak minister mówi to bezpośrednio do Aurorów. Widzieliście może ten cholerny przecinek?
Boją się zabijać, boją się Śmierciożerców i Czarnego Pana. Boją się wszystkiego. Co to za pizdy z tych aurorów? Zastąpili Szalonookiego, Tonks i resztę jakimiś jełopami?
Czatują tylko na podwyżki i myślą (=.=)(A to oni myślą?) że jak się wzbogacą to ci mordercy sami zginą. Ale to nie prawda. Potrzebny mi jest człowiek który będzie szybki, sprytny i nieustraszony. Będziesz miał prawo do zabijania, torturowania i czego tylko żądasz. Już dziś wydam ci licencję na świstokliki i teleportacjaę. Co miesiąc będziesz dostawał listę ludzi których trzeba posadzić. Jeżeli zabijesz nikomu nie będziesz się tłumaczył, jak zabijesz cywila będziesz bezkarny. Ło, lepiej niż w grach z serii Assassin's Creed. Bo tam grozi ci desynchronizacja za zabicie cywila. A ja pamiętam, jak się bawiłam tak, że rzucałam kasą na mostek, jedną kobitkę się faszerowało trucizną i machała na lewo i prawo rękami, a potem wszyscy wpadali do rzeczki, a zabiło się tylko jedną osobę. Ach, uwielbiam tę gierkę.
Naturalnie jeżeli będzie to pomyłka a nie zamierzony mord. Nie będę cię kontrolował. Będziesz dostawał miesięcznie 8000 gleonów. Zgadzasz się? - Nie Też bym się nie zgodził, gdybym miał dostać jakieś gleony. Może mi ktoś powiedzieć, co to jest? Może zmutowane glony? Albo glonojady. Nie mam pojęcia. Chociaż... Kojarzy mi się to z glutami. - Pomyśl ile ci ludzie mordują osób dziennie. Zlikwidowanie jednego będzie równało się życiu stu osób. Co jest ważniejsze? - Zasady. -Nie truj mi o zasadach- minister krzykną(ł)- Zasady! A to dobre. Powiedz. gdybyś miał szczęście i mógłbyś zabić Lorda, zrobiłbyś to? - Naturalnie! - Dlaczego? - Bo zabił mi moją rodziną, zniszczył życie i bo tak musi być. "Bo tak" to baardzo mocny argument. Tak, dobre wytłumaczenie.
- Właśnie! Pomyśl ile ludzi zabijają te Śmierciojady. Ile dzieci zostaje przez nie osieroconych, ile ludzi niewinnych zginęło, ginie i jeszcze zginie! Zastanów się! Straciłeś rodziców w rok. Myślisz że jesteś w tym osamotniony? Nieprawda! Miliony dzieci nie pamięta jak wyglądali jego rodzice, nie są to tylko czarodzieje. Odrzucając moją ofertę dajesz jakby przyzwolenie na mordowanie niewinnych. - Będę morderca! To zabrzmiało jak jakiś zaciesz, ale ok, uznajmy, że Harry się broni...
- Nikt nie powiedział że musisz zabijać! Możesz odprowadzać ludzi prostu do więzienia! Już mnie cholera bierze przez ten przecinek i niesformułowane zdania.
*** - to chyba tutaj? - Chyba? - A jeżeli go niema? Kto jest niemy? Chyba Ałtorce spacja też uciekła.
- To poczekamy na zewnątrz- powiedziała Ginny otwierając bramkę. To co zobaczyła sprawiło że zatrzymała się gwałtownie. jeszcze takiego ogrodu ani domu nie widziała. Proszę, wejdź do tego ogrodu i zgub się!
Zakołatali do drzwi w których już po chwili ukazała się Mróżka. - dzień dobry państwu!- skłoniła się grzecznie- Zapraszam do środka- Żadne z przyjaciół nie mogło wykrztusić ani słowa po wejściu do domu. Pewnie ich z mdliło, kiedy jechali aż taki kawał drogi.
- Dzień dobry!- Krzykną Zgredek - Oprowadzimy państwa! Rezydencja Harry'ego Pottera. Od poniedziałku do soboty otwarte od 7:45 do 19:00. A w niedzielę i święta od 10:00 do 13:00.
- Czy Harry jest w... łazience?- zapytał Ron - Nie jeszcze nie wrócił. Zaraz zaprowadzimy państwa do pokoi. - pracujecie u Harry'ego?- zapytała Hermiona Nie, przyszli pozwiedzać.
- tak panienko! Od wczoraj! Wielki to dla nas zaszczyt!- powiedziała Mróżka - Płaci wam chociaż?z - To są sprawy pomiędzy panem a nami- powiedziała urażona Mróżka - Czyli nie płaci? - Płaci, ale to są sprawy która nie powinny zaprzątać głowę panienki- skrzaty oprowadziły ich po domu i przydzieliły pokoje. Pomóżcie. Czy właściciele skrzatów NIE płacili za pracę czy płacili? Mnie się wydaje, że nie...
Kiedy Ron staną na czarne marmurowe schody, aby wejść na poddasze Zgredek szybko go pociągną z powrotem. - Tam nie można wchodzić!- powiedział- to pokoje pana! - A my jesteśmy jego przyjaciółmi!- powiedział chłopak znowu próbując wejść- Na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu jeżeli tam zajrzę.- tym razem powstrzymała go Mróżka. - Zostaw! - Mróżka skoczyła na Rona i zaczęła go drapać.
- Nawet przyjaciele nie mogą tam wejść bez zgody pana! Zapraszam do salonu. - W salonie są ciekawsze rzeczy! I nie ma chlewu! - Czemu Harry zabronił tam nas wpuszczać?- zdziwił się Ron - A ty byś chciał żeby ktoś łaził po twoich pokojach? - Przyjaciel mógłby! Przyjaciel wszystko może. A zwłaszcza kraść. Może boi się, że ktoś mu ukradnie bieliznę?
- wież nie sadzę! - no ja też nie basztuję.
Zresztą każdy ma prawo do intymności!- powiedziała Ginny. Pewnie Harry wieczorem przy komputerze robi dziwne rzeczy, więc nie chce, aby ktoś się dowiedział.
Skrzaty poda(r)ły herbatę. Po chwili trzasnęły drzwi wejściowe. Dwa skrzaty od razu pobiegły do pana. - Sir! Sir! Jak miną(ł) dzień? - początek dobry zakończenie niezbyt. Jak drugorzędny film niepełnometrażowy.
Czy są już moi goście? - Tak sir! - Oprowadziliście ich? - Tak sir! -Świetnie, gdzie są? - W salonie, sir. Kiedy podać kolację? - Za chwile, tylko lekka.- Powiedział Harry i udał się do przyjaciół. - Tak, Sir! - Wybaczcie, ze musieliście czekać. Mam nadzieje że podoba wam się dom? - Jest śliczny!- powiedziała z zapałem Hermiona. - Cieszę się, a... - Gdzie byłeś?- mrukną Ron - Załatwiałem pewną sprawę. - Nie powierz nam jaką?- Harry przez chwile nad czymś myślał Powierzy, ale w odpowiednim czasie. No chyba nie będzie się tłumaczył, że siedział na kiblu i czytał gazetę.
- Hmm... Byłem u ministra. - I po co cię wzywał? Harry, gadanie z samym sobą to podobno pierwsza oznaka szaleństwa.
- To... no wiecie... ja... dostałem licencje na teleportację... i... - I co? tylko po to cię wzywał? Co jeszcze chciał? - Sądzę ze to jest sprawa pomiędzy mną i ministrem... - Nie uważasz, że masz przed nami za dużo tajemnic? Twoje skrzaty nie wpuściły nas na poddasze! Co za bezczelność! Jak mogły! Ron nie mógł sobie popływać w swoich ukochanych pajączkach.
- RON!- krzyknęła Ginny - Ach, nie wpuściły? To dobrze. Tak chciałem. - Czemu? - Bo widzisz Ron, ja potrzebuje przestrzeni, pustki (w głowie)(w głowie pustkę to już ma) i... Potrzebuje miejsca w którym mógłbym robić co chcę... miejsca w którym nikt by mnie nie zaskoczył. zresztą gdybyście tam weszli mogli byście przeżyć lekki szok. (chłopak w tym wieku to robi, zrozum, Ron, może ty też kiedyś będziesz) Nie, nie, nie. Ja tego nie komentuję. Widzę, że nie jedyna mam takie myśli. Mówię Wam, on się boi, że ukradną mu bieliznę!
- Daj spokój nie musisz się tłumaczyć!- powiedziała Ginny patrząc ze złością na Rona. - Może czegoś mocniejszego?- zapytał gospodarz. - zależy co masz.- dla Rona zaświeciły się oczy, od razu przeszła mu złość. - Co tylko chcesz! - Sir! Kolacja! - No to może później- mrukną(ł) zawiedziony Ron. Czemu zawiedziony? Nie może sobie popić w trakcie jedzenia? Czy jego przełyk przystosowany jest tylko do jednej z czynności? *** Życie w domu Pottera toczyło się normalnym trybem. Śniadanie, poszukiwanie Horkruksów, obiad, znowu grzebanie w książkach, kolacja, spaniu. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD. Musiałem. Dlaczego oni z nim mieszkają? O___o Prawie NORMALNE życie. ~
Dwoje ludzi starało nie wchodzić sobie w drogę. Ginny robiła co chciała, choć jej największym mnożeniem było wejść na poddasze. Co chciała mnożyć na dachu? Po kiego? Chyba dzieci chciała. No to niech się mnoży. Po domu będą latały małe Ginki i Harrusie.
Żadne z przyjaciół nie wiedziało, że Harry codziennie gdy już jest późna noc wychodzi z domu i chodzi na łowy Śmierciożerców. jego przyjaciele nie wiedzieli i zresztą nikt poza Harrym i ministrem nie wiedział że to właśnie Harry w ciągu tygodnia zabił trzech Śmierciożerców, a sześciu wsadził do pudła. I wysłał na Alaskę. I niech go zjedzą foki. Pewnie zapomniał przykleić znaczka.
Harry stawał się poważny, milczący i nieprzystępny starał się jednak być wesołym gospodarzem. Zawsze wychodził po północy, ale tego wieczoru było inaczej. Na liście od Ministra było dziesięć nazwisk, dziewięć zostało skreślonych. dziś Harry wybierał się po ostatniego Śmierciojada. Pod koniec kolacji wstał i zawołał Zgredka. - Przynieś mi moją pelerynę i czarną szkatułę- powiedział - Wybierasz się gdzieś?- zapytała Ginny. - Tak, minister mnie wzywa. Wrócę w nocy nie czekajcie.- powiedział wychodząc z jadalni. Z czarnej szkatuły wyją(ł) skórzane rękawice i jakiś eliksir. Narzucił na siebie pelerynę i naciągną(ł) kaptur. Wyszedł za drzwi i znikną(ł). Zapomniałaś napisać, że to CZARNE rękawice, CZARNY eliksir, CZARNA peleryna i CZARNY kaptur. Jak mhrok, to mhrok! "ł" było jednak niewidoczne, a nie czarne. A szkoda.
*** Harry wpadł do domu i poszedł do siebie na górę. Nie mógł uwierzyć w to co zrobił. To niemożliwe. Wydarzenia sprzed zaledwie godziny znowu powróciły. Walczył, oboje stracili różdżki, tamten napadł na niego, zaczął go dusić. Chłopak odwdzięczył się tym samym z takim tylko skutkiem że tamtego wysłał na inny świat. Rękawice były całe zakrwawione. Harry wszedł do łazienki i zapalił światło. W lustrze odbiła się twarz dotąd mu nieznana. Pokrwawiona, podrapana. Normalnie jak baby. Tu drapanie, tam zapewne jakieś wyrywanie włosów, a na finał gryzenie. Zapomniałeś o tarzaniu się po trawie! Wiecie, mi to przypomina walkę z kotem.
Peleryna, koszula i spodnie były całe we krwi. chłopak zrzucił rękawice i umył twarz. Za sobą usłyszał jakiś ruch. Momentalnie wyciągną(ł) różdżkę. Była to jednak tylko Ginny. - co ty tu robisz?- mrukną(ł) niezadowolony, wiedział doskonale że Ginny nie da się zbyć tak łatwo. - Ktoś cię napadł? Wściekła Wiewiórka. Pies-psychopata.
- Można tak powiedzieć- mrukną(ł) zdejmując pelerynę i rzucając na mały stolik. za jej przykładem miała pójść koszula, ale Harry w porę przypomniał sobie, że nie jest sam- Czy mogła byś wyjść? Chce się przebrać- dziewczyna posłusznie wyszła, chłopak wszedł pod prysznic. Zimna woda spływała po plecach chłopaka. Który zaciskał zęby aby nie krzyczeć. Po plecach też się drapali, jak niedźwiadki o drzewo. - O tu, nie, nie tu. W lewo, o tak, TAK! - Dobra, ale teraz moja kolej. Hisato, błagam, przestań pisać TAKIE rzeczy...
CO JA Z SOBĄ ZROBIŁEM!!! PRZECIEŻ NIE JESTEM MORDERCA!!! Kiedy zabijał tych trzech śmierciożerców robił to za pomocą różdżki i musiał przyznać że tak było łatwiej. Wiadomo, krótkie "Avada Kedavra!" i po sprawie. I on chce z takim nastawieniem zabić Voldemorta? Co za amator.
Harry wyszedł wytarł się i nałożył spodnie. Wszedł do pokoju w poszukiwaniu koszuli. Nie zamierzał kłaść się jeszcze spać. Musiał napisać raport, zaleczyć rany i uporać się z wspomnieniem tych oczu z których powoli uchodziło życie. Chłopak znalazł czarną koszulę. Bokserki pewnie też ma czarne. No ba.
Powoli odwrócił się aby wyjść z pokoju. Dopiero teraz zauważył że nie jest sam. Na łóżku siedziała Ginny. Potter szybko naciągną(ł) i zapiął koszulę. - Kiedy prosiłem żebyś wyszła miałem na myśli abyś opuściła to piętro.- powiedział- zdaje się, że nie pozwoliłem tu nikomu wchodzić? - Usłyszałam jak przechodziłeś koło mojego pokoju, postanowiłam zajrzeć. Ładnie tu masz.- powiedziała, chłopak prychną(ł). Jakiej kobiecie może podobać się czarny pokuj? Nie tylko pokój jeszcze łazienka korytarz i parę innych pomieszczeń. "Pokuj" na pewno żadnej się nie podoba. Raven zbiera zmaltretowane "ł". Zbierz je wszystkie!
- Ginny- jękną- mam jeszcze dużo pracy. Możesz wyjść? - Nie dopóki mi nie powierz co zrobiłeś. - nic - Gdzie byłeś? - Nieważne - Harry! Nie będziemy tak rozmawiać! Czemu wróciłeś zakrwawiony! - Bo zabiłem człowieka! Tak go udusił, że aż krew tryskała na wszystkie strony świata. Lepiej ci?- zapytał widząc strach w oczach dziewczyny. Obrócił się.- zostaw mnie samego! No zostaw go! Chce być emo! Mogę mu pożyczyć żyletkę.
- dziewczyna podeszła do niego i przytuliła się. Potter próbował ją odsunąć - Ginny, zabiłem człowieka! rozumiesz?- zapytał z rozpacza - Nie pierwszego więc nie wiem czym się przejmujesz.- mruknęła. - CO? - och daj spokój! wiem że to ty zabiłeś tych trzech śmierciożerców! A sześciu wsadziłeś do Azkabanu- Harry aż usiadł na łóżko - Skąd o tym wież? - Baszta mi powiedziała.
- To proste. W każdą noc przechodziłeś obok mojego pokoju dwa razy. Wychodziłeś i wracałeś. Codziennie rano sowa przynosiła proroka który informował że nieznany bohater znowu coś zrobił. codziennie udawałeś zainteresowanie będąc myślami gdzieś daleko. A do tego wszystkiego trzeba dodać twoje spotkanie z ministrem. - Ron I Hermiona też wiedzą? Mniemam, że tak się król nazywa. Ron I Hermiona.
- Nie- powiedziała dziewczyna siadając przy Harrym - I niech tak zostanie.- chwila ciszy- Ginny i ty chcesz ze mną jeszcze rozmawiać?- zapytał bardzo cicho. dziewczyna ponownie przytuliła się do niego - Nie robisz tego dla zabawy. Musisz. ratujesz świat. Znam ciebie. Nie robiłbyś tego baz potrzeby...- szepnęła. Harry delikatnie pocałował dziewczynę. Po paru minutach dziewczyna spała w objęciach chłopaka w jego łóżku.( ale tylko spała!) ;-P A co innego miałaby robić? Gotować? Prać? Ścielić łóżko! Czekajcie... Ona zasnęła jak ją pocałował? WOW. Tak, bo taki nudny to był pocałunek. Albo jeszcze mu trochę błyszczyku z resztkami proszku nasennego zostało po walce ze Śmierciożercą.
Wiem że notka nudna ale przecież chyba nikt nie oczekiwał że pierwsza notka będzie hitem (jakby która kolwiek miała być). Jeszcze raz proszę o komentarze. Jakie "chyba"? Moim komentarzem będą zamykające się ze znudzenia oczy - fuck yea! Głosuj (0)
Hisatoo 22:08:32 7/05/2011 [Powrót] Podliż się
maruk IP:87.101.40.7 22:25:42 7/05/2011, brak www
No i wyjaśniło się, dlaczego w opkach zawsze jest tak mało przecinków - po prostu nie chcą się pokazywać w takim towarzystwie...
(Lacia – stalkerka z poszkole.pl.)
Aż tak Ci za skórę zaszła?
Nie pytaj.
Ha... Właśnie. Aż mnie ciarki przeszły, nie wywołujcie Laci z lasu!
Każdy auror przeszedł przymusową kastrację i stał się Aurorą. Nie ma innego wytłumaczenia tego ogólnego zdupowacenia.
A Harry wcale nie potrafił tańczyć. Nawet w filmie. Eh, ta świadomość bycia Wybrańcem pewnie tak zbawiennie na niego wpłynęła...
Chociaż w książce, pod wpływem tej świadomości, stał się po prostu większym dupkiem, niż na początku serii.
"Żadne z przyjaciół nie wiedziało, że Harry codziennie gdy już jest późna noc wychodzi z domu i chodzi na łowy Śmierciożerców. "
Tak, ciekawe, jak tłumaczył te wory pod oczami. A w ogóle to tak brzmi, jakby co noc uczestniczył w śmierciożerczych łowach na mugoli. Och, ta podstępna Gramatyka...
Mógł sam siebie wysłać na Alaskę.
|