Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Romans nad romansami, kicz nad kiczami, czyli Justin B. - Panem dziewczęcych serc.
kspl's Blog,
czyli
Menu
Blog
Strona Główna
Dodaj do Podlizywaczy



9328 odwiedzin
Katalog Podlizywania
0 wpisów
Dodaj do Katalogu Podlizywania

2011
Maj

Romans nad romansami, kicz nad kiczami, czyli Justin B. - Panem dziewczęcych serc.

 

Nie ma nic lepszego, niż miłość do największej gwiazdy na świecie! W tym opku spotkamy się z zakochaną po uszy fance Justina B.. Będą dramaty, romanse oraz komedie, inaczej - all inclusive! Nie dość, że spotkamy się z czymś bardzo dziwnym, mianowicie Leki Makijaż, to jeszcze szanowny Pan B. nie wie, co to szlugi. Kicz nad kiczem, zapraszamy do czytania.

Prolog


Już od jakiegoś czasu pisałam z Justinem Bieberem e-maile. Bardzo podobały mi się jego piosenki, a do tego ten wygląd... Ach! Lecz pewnego razu, w jednej z moich wiadomości zaproponowałam mu koncert w Polsce.
Niech Justin przygotuje sobie parasol, bo nie wiadomo, co tym razem na niego poleci. Czy jajka, czy butelka.
W takich momentach niezmiernie się cieszę, że to tylko wyobraźnia autorki.
Ta. Nie wyobrażam sobie tego w realnym świecie.

Od razu spodobał mu się ten pomysł. Porozmawiał z menadżerem, zadzwonili do paru osób i wszystko zostało załatwione.
Gdybym to ja mogła wszystko robić z taką prostotą, to wyborowy snajper miałby już zlecenie na bibera.

No, może nie dokładnie... Sprawa daty występu stała pod znakiem zapytania...
-Klaudia! On przyjedzie, rozumiesz? Przyjedzie!-zawołałam do mojej przyjaciółki, która tak jak ja, uwielbiała Biebera.
Zaraz coś pewnie rozwalą ze szczęścia.

-Kto? Kto przyjedzie? Gdzie? Kasia, uspokój się!-patrzyła na mnie jak na idiotkę.
Dziwi się?

-Nie! Kochana! Justin przyjedzie! Justin Bieber! Koncert we Wrocławiu! Aaa!-i zaczęłyśmy się wspólnie cieszyć przez resztę pobytu w szkole.
Podczas lekcji języka polskiego i angielskiego też tak skakały, nauczyciele próbowali uspokoić rozpiszczane fanki, ale skończyło się na tym, że jedna z nauczycielek oberwała plaskacza w twarz, a dziewczynki musiały iść na dywanik do dyrektora.

Wiedziałyśmy tylko my, bo gdyby się to rozeszło, to Justin by mnie chyba rozszarpał! (Ale jak? Przez internet? Cha, cha, cha!)
Wszystko jest możliwe. Internet to nie żadna przeszkoda.
Niech ona jeszcze uważa, bo ją justin "zapłodni" przez ten internet. Tzw., oczywiście, gdyby miał czym.
Czyli na koncercie będą tylko dwie rozpieszczone faneczki? Sama tam wbiję i obrzucę go jajkami.

-Cześć tato!-zawołałam po powrocie do domu. -Cześć mamo! Cześć siostro...-to ostatnie było mniej entuzjastyczne.
Mniemam, że siostra za bardzo nie lubi Justina.
Dowód, że głupota jednak nie jest dziedziczna.

Poszłam do swojego pokoju, plecak rzuciłam w kąt i odruchowo włączyłam komputer. Nawet nie pomyślałam o lekcjach-to może poczekać.
Lekcje zawsze mogą poczekać, co tam jakieś zadanie z polskiego albo angielskiego! Justin jest ważniejszy!
Plecak, plecak. Najlepiej rzucić go do kąta.

Patrzyłam na ekran mojego laptopa. Po kolei wszystko się otwierało, a to działo się tak wolno... Uff!
Laptop miał już powoli dosyć - te ciągłe krzyki i piski, gdy właścicielka ściągała zdjęcia albo gdy oglądała teledyski gwiazdora.
Ja bym na miejscu tego laptopa po prostu najnormalniej w świecie się spaliła, jak to czasami komputery mają.
Laptop specjalnie się tak powoli włączał, bo wiedział, że faneczka będzie się irytować.

W końcu! Od razu połączyłam się z internetem, otworzyłam przeglądarkę i wstukałam adres poczty. Zalogowałam się i czekałam, aż strona leniwie raczy się otworzyć...
Laptopie, zawieś się.

Nareszcie!
Nie, nie udało się.
Może następnym razem...

Mój wzrok powędrował na zakładkę "nieodebrane". Przy niej znajdowała się liczba (1). Aaa!
Czemu ona się tak cieszy? Nadawcą mogłaby być matka, która chciała coś od niej, albo mieszkaniec Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Ja się tak ze spamu nie cieszę, ale no, dziewczyna a'la "forever alone" (przez swą fobię) z pewnością jest szczęśliwa.
Jak na fanki przystało.

Kliknęłam. Nadawca: Justin Bieber. O ludzie! Znowu musiałam przetłumaczyć na język polski...
Co szło jej bardzo, bardzo ciężko.
Ja na jej miejscu bym od razu tłumaczyła na pokemoński, ale...
Ciekawe co się stanie, jak się spotkają. Będzie pewnie musiała pytać koleżanki o przetłumaczenie. Chociaż, ta jej koleżaneczka pewnie też będzie stała jak idiotka i nie będzie wiedziała, o co chodzi.

"Hej Kasia! Dobra wiadomość! Mój koncert w Polsce odbędzie się 20 czerwca. Nie mogę się doczekać, kiedy Cię poznam!"
Kamień spadł mi z serca, jakby to było 19 czerwca, to nie wiem, co bym zrobił.
20 czerwca. Moje urodziny... *umiera*

Moje serce zabiło szybciej. To już tylko cztery miesiące!
A może by tak jakiś zawał? Nie obraziłabym się.

Popatrzyłam na kalendarz. Tak! Był 20 marca. Równo cztery miesiące! Szybko odpisałam Justinowi:
"Super! Też się nie mogę doczekać! Jak się udała impreza urodzinowa?"
"Słyszałam, że było to gay-party!"

Później krótki sms do Klaudii:
"Koncert JB 20 czerwca!"
- Kurcze, niech Klaudia pospieszy się z tym smsem. – zniecierpliwiona usiadłam na łóżko. Patrząc na mój zegarek biologiczny, czekałam z 3 minuty. - No, coś długo potrzebowała. - wzięłam komórkę i spojrzałam na treść smsa:
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Serio?! Jak ja się cieszę! Tylko co ja ubiorę?!


A potem włączyłam na fula piosenkę Biebera "Love me" i zaczęłam ją śpiewać.
Jak ja się cieszę, że takie opowiadania nie mają soundtracku.
Dobrze, że ja koło niej nie mieszkam.

Po paru sekundach do pokoju wbiegła moja siostra, Gośka, i zaczęła się na mnie wydzierać, że mam wyłączyć to dziadostwo.
Przynajmniej jedno dziecko się tej rodzinie udało.

-Wypchaj się! Sama jesteś dziadostwo! Wynocha z mojego pokoju! Tutaj nie ma wstępu dla Ciebie!
Zjechała mnie wzrokiem i odpowiedziała tekstem:
-A Ty niby ile lat masz z tym swoim Bieberkiem, żeby mi rozkazywać?
-Nie pamiętasz nawet ile mam lat?! 15! A Justin ma 16! Coś ci nie pasuje?! WYNOCHA!
To ona nie wie, ile ma lat jej siostra? Dziwne.

Zatrzasnęłam drzwi, wypychając ją na zewnątrz. Usłyszałam tylko "ścisz to!!!", ale mogła się wydzierać ile tylko chciała, bo zamknęłam drzwi na klucz. Teraz zostałam w pokoju tylko ja i śpiewający Justin...

Czyli przepis, jak popełnić najbardziej drastyczne samobójstwo.


Rozdział 1 – Koncert

Witajcie! Dzisiaj daję drugi rozdział.

Chciałabym podziękowac Klusce (Fragoli) za pomoce przy języku angielskim!
Dziękuję też Wam za miłe komentarze! To pomaga!
Miłego czytania!
A czy nasze komentarze też pomogą?
Na pewno.

„Ojej, jak ten czas szybko minął! Jest już 19 czerwca, a jutro koncert Justina. Wszystkie bilety zostały wykupione w pierwszym miesiącu.
Publiczność będzie się składać z samych dziewczyn. No, może jeszcze jakiś chłopak się pojawi, ale tylko po to, by rzucić w niego czymś ciężkim.
Masz na myśli siebie?
Może.
Mam nadzieję, że tym razem go trafią tymi rzeczami.

Ja mam wstęp darmowy.
Główne boCHaterki ZAWSZE mają wstęp darmowy, specjalne miejsce dla VIP-ów oraz pozwolenie na prześladowanie 16-letniego chłopaka w jego garderobie.

Ale super! Umówiłam się z Justinem, że przed występem mam pójść do niego, do namiotu. No to na mnie czas. Muszę się wyspać, żeby móc jutro szaleć!”
"O nie! Zapomniałam poćwiczyć specjalny headbanging, który wymyśliłam dla jednej z piosenek Justina!"
To namiot cyrkowy, jak zgaduję?
Albo taki zwykły. Może przyszedł na ten koncert na piechotę.

- napisałam w moim pamiętniku, po czym zamknęłam go i odłożyłam do szuflady. Zgasiłam światło i zapadłam w smaczną drzemkę.

*
Dzyyńńń!

Ooch… To budził zadzwonił tuż obok mojego ucha. Popatrzyłam na godzinę: była 10:30. Miałam czas do 19:00… Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i zdążyłam pokłócić się z siostrą.
Was sein muss, muss sein. Zejście na śniadanie, oczywiście.


Gdyby nie mama, pobiłybyśmy się. Oczywiście poszło o koncert… Co ona ma do Justina?!
Zastanówmy się przez chwilę. Ten głos, te włosy...
Ta twarz...
Najlepiej napisać: "WSZYSTKO".


Poprosiłam mamę, żeby pomogła mi w wystrojeniu się na występ.
Gdybym była, nieszczęśliwie, tą mamą, to z pewnością nie mogłabym się powstrzymać, aby na plecach napisać "f*** bieber!".

Kurczę… No bo w końcu ja mam go poznać!

Aaa! Ojej! Nie pomyślałam o tym, że nie umiem zbyt dobrze mówić po angielsku! No nie! Ale wtopa…
Jaka wtopa, z tego co ja wiem, to jeszcze żadna fanka Biebera nie zaświeciła znajomością języka angielskiego.
Właśnie sobie uświadomiłam, że jedna dziewczyna z mojej klasy, która jest jego fanką, przez ostatni rok ostro wzięła się za angielski...
Będzie jąkać się, czytając słownik.


Założyłam ciemne rurki, niebieską koszulkę, a na to brązową bluzę. Ułożyłam włosy, zrobiłam leki makijaż i byłam gotowa! Do wyjścia została mi jeszcze godzina, więc postanowiłam posłuchać piosenek Justina.
Czekajcie no... wstała o 10:30, miała czas do 19, a teraz została jej godzina do wyjścia. W tym czasie:
1. Zeszła na dół.
2. Zjadła śniadanie.
3. Pokłóciła się z siostrą.
4. Ubrała się.

Mam pare opcji:
1. Jadła długo śniadanie.
2. Podczas kłótni z siostrą nie potrafiła przedstawić sensownych argumentów, co zajęło jej jeszcze więcej czasu.
3. Mama dopiero szyła ubrania.

Co mnie jeszcze irytuje: Zrobiła "leki makijaż"? Może mi ktoś powiedzieć, co to ma być? Można to w aptece kupić?

Takie rzeczy tylko w szajskich notkach!
To podróbka Biebera. Pewnie przestraszy się, kiedy ją zobaczy.


*

Weszłam z Klaudią na plac, na którym miał się odbyć koncert gwiazdy. Było tysiące fanek, a żadna z nich nie wiedziała, że to wszystko dzięki mnie…
Zaprawdę, niewiarygodne.
Ona powinna tupnąć nogą i publicznie rzucić się biberowi na szyję, ot co.
Za to pewnie wszystkie faneczki rzuciłyby się na nią.

-Dobra, życz mi szczęścia!- powiedziałam do Klaudii z ogromnym bananem na ustach.
Czy tylko ja mam skojarzenia?
*spadł z krzesła*


-Ok.- kopnęła mnie w tyłek.- Zrób dobre wrażenie! I nie zapomnij o autografie dla mnie - puściła mi oczko.
- No i o dobrej znajomości angielskiego! - krzyknęła, gdy ruszyłam w stronę namiotu.


Szłam w stronę ogromnego, białego namiotu, a nogi miałam jak z waty. Przed wejściem stał ochroniarz. Byłam pewna, że nie był polakiem, więc powiedziałam:
- Wpuść mnie natychmiast! Jestem kochanką Biebera!


-Good evening! I came to Justin.
- When do you want from Justin? - odpowiedział niegramatycznie ochroniarz.


Ogromny facet zmierzył mnie (suwmiarką) z góry na dół i powiedział:
-Jak się nazywasz?
Ale siara… Czyli on umie polski!
-Kasia.
-Poczekaj.
Zniknął w namiocie. Po niecałych piętnastu sekundach wrócił.
Zmierzyła czas swoim zegarkiem biologicznym.


-Pan Bieber czeka. Wejdź.
Pan?
To jest jeszcze dziecko.


Odchylił dla mnie klapę od pomieszczenia.
Jaka klapa? Jak pies wchodzi przez drzwi?


-Dziękuję- rzuciłam.
W środku było przytulnie i ciepło. Mój wzrok od razu padł na Justina. Na żywo był jeszcze ładniejszy niż na zdjęciach! Nie myślałam, że to możliwe. Obok niego stał wielki ochroniarz. W kącie następny, chyba jeszcze większy od poprzedniego!
Kolosów zbiera, trzeba jakoś trzymać na dystans te fanki.


Justin siedział na krześle z kartką w rękach. Pomyślałam, że powtarza teksty piosenek.
Tak, bo on ma naprawdę trudne teksty. Szczególnie part z "Bejbe, bejbe, OH!", ciągle mu nie wychodzi.
Cóż, trudna fraza. Wiesz, jak trudno coś takiego zapamiętać?
Albo po prostu uczy się naszego języka.


Podeszłam do niego o kilka metrów, a każdy z moich kroków dokładnie śledził ochroniarz, który stał przy Justinie. Teraz zauważyłam, że miał doczepioną plakietkę z napisem „Jack the Ripper”.
- Hey Justin. I’m Kasia. Do you remember me?- powiedziałam, starając się jak najmniej kaleczyc język
angielski.
Ty się może naucz najpierw nie kaleczyć języka polskiego, później się bierz za obcy.
Pewnie, że nie pamięta. Ma tyle fanek, że trudno mu zapamiętać z kim ostatnio miał się spotkać.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi pięknymi, czekoladowymi oczami. W mojej głowie się zakręciło, a w brzuchu zaczęły latać motyle. Co za uczucie! Uśmiechnął się.
Skąd się wzięły motyle w jej brzuchu?


-Cześć Kasiu! Tak, pamiętam.-wstał i objął mnie w przyjacielskim uścisku. – Miło mi cię w końcu poznać!
O_o


Zamurowało mnie. Justin mówi po polsku?! Teraz popatrzyłam na kartkę, którą miał w ręce jeszcze przed chwilą. Były na niej słówka polskie. Uczył się polskiego! Ooo… Jakie to słodkie…
Chyba się zaraz porzygam.
Zgadłam!


-Umm… Mi ciebie też.- spróbowałam odwzajemnić uśmiech.
Ale coś nie wyszło.


-Świetnie wyglądasz.- powiedział, dokładnie mi się przyglądając.
Rozumiem, że dykcja biberka była idealna, pomimo tego, że polski jest jednym z trudniejszych języków, oraz, że biber uczył się go góra cztery miesiące?


-Dzięki. Ty też!- zaśmiałam się na głos. Miał na sobie czarne spodnie i białą bluzkę. Do tego fioletowy szalik. Czy mi się wydaje, czy on strasznie lubi fioletowy?
Nie, wydaje ci się.
Chyba muszę zmienić mój ulubiony kolor.
Ostatnio jakoś wszyscy mają fazę na fioletowy.


-Gotowa na koncert?
- Nie.

-Ja? To chyba ja powinnam spytać ciebie! Pamiętasz tekst?
Popatrzył na mnie, rozbawiony.
 
-Ja bym miał zapomnieć tekstu? Cha cha cha! Nigdy.- puścił mi oczko. Justin, przestań, bo mdleję!
Jeszcze oskarżą cię o zabicie fanki, bo jej oczko puściłeś.


Nagle do namiotu wszedł następny z ochroniarzy i powiedział Justinowi, że czas wyjść na scenę. Ten od razu poprawił włosy,
Kto? Justin czy ochroniarz?
A mogę wiedzieć, które włosy? To znaczy, ja zakładam, że chodzi o ochroniarza, bo biber ma włosy tylko na głowie, o ile nie sztuczne.

sprawdził, czy wszystko ma i posłał mi swój uroczy uśmiech. Zaczął iść w stronę wyjścia.
Życzę mu jajek na głowie.


-Justin!- odwrócił się w moją stronę. –Zobaczymy się jeszcze kiedyś?
W internecie?


Popatrzył mi w oczy. Zaczął coś szybko i niezrozumiale, a przede wszystkim po angielsku, mówić do Jacka (ochroniarza).
-Tak, Kasiu.- To mi wystarczyło.
*rzyga*

Jackowi powiedział, że następnym razem jak wpuszczą znowu jakąś rozkichaną fankę do jego namiotu, to wywali ich z pracy.



*

Jack też mówił po polsku i pokierował mnie przed scenę, tak, że stałam przed barierkami. Wszystkie inne fanki mogły mi pozazdrościć!
Zgrzytały zębami i mierzyły ją morderczym wzrokiem.
Któraś z nich by się mogła pofatygować i rzucić w nią jakąś siekierą.


Nagle na scenę wszedł Justin. Rozległ się wielki pisk.
Cała publiczność miała jedno gardło.

Hm, no ja też krzyknęłam, ale tylko raz. Przecież będę jeszcze z nim rozmawiać! Aaa!

-Hey Poland!- krzyknął piękny. (?!)
xDDDDD


Znowu wrzaski dziewczyn…
-How are you?! I don't feel good. - Justin rozmawiał z publicznością.



Znowu ogromne wrzaski… Tylko ja krzyknęłam „Super, Justin!”. On popatrzył na mnie, uśmiechnął się i dalej mówił.
Spoko, że usłyszał to przy takim hałasie.


-And now the song- „Bigger”!
Wszystkie fanki szalały, ze mną na przedzie, a Justin śpiewał. Ach!, ten jego anielski głos!
Nagle jedna z dziewczyn wyjechała z tekstem:
-Ej! A Ty co tu robisz?! Nie powinnaś być gdzieś na końcu?! Wielka mi fanka!- tak, to była Sandra. Wielka krowa, która myśli, że jest najfajniejsza na świecie.
Erzfeind!
Odnoszę wrażenie, że główna bohaterka myśli tak samo o sobie, ale dobra.


-Nie, nie powinnam! A co cię to obchodzi?!
No właśnie, a co cię to obchodzi?


-Jak masz problem, to ty zaraz możesz stać na końcu, panienko!- odezwał się Jack, który ciągle stał koło mnie.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem i podziękowałam cicho. Sandra więcej się nie odzywała.
Justin zmienił piosenkę na „One time”.
Playback, wiedziałam! Włożyli inną płytę.
No ba. Na żywo pewnie śpiewa gorzej.

Wszyscy śpiewali z nim. Nawet sztywny Jack się wyluzował i ruszał w rytm piosenki. Było widać, że lubi Justina i swoją pracę.
Albo po prostu już mu mózg wyparował.
O nie, nawet Jacka zahipnotyzował!
Obrzucenie jajkami nadal aktualne.


Zaczęłam machać rękami i tańczyć. Teraz już śpiewałam z zapartym tchem. Justin zerkał na mnie od czasu do czasu.
Pewnie bał się, że zabije go.

Zaczął piosenkę „Love me”, a wśród publiczności przeszła jeszcze większa fala podniecenia.

Wszyscy równo dośpiewywali Justinowi „Love, me, love me” i „Fool me, fool me”. Przy “Kiss me, kiss me” Justin wskazał ręką na mnie I uśmiechnął się na widok mojej miny.
I fanki tak to płazem puściły?
Wątpię.


Koncert upływał zbyt szybko. Nie chciałam, żeby się kończył…, a gwiazdor śpiewał piosenkę po piosence.
Niech uważa, bo jeszcze straci swój głosik.

Nagle powiedział:
-Teraz zaproszę do siebie jedną z was!- fanki zdziwiły się na to, że powiedział to po polsku.
Jeszcze tak płynnie i czysto, jak prawdziwy Polak.


O nie! Justin, nie! Tylko nie ja! Niee… Za późno. Pokazał na mnie. No dobra! Będzie fajnie! Ciekawe, co teraz czuje Sandra, cha cha cha!
Najpierw odmawia sobie, a teraz cieszy. Niech się wreszcie zdecyduje.


Weszłam na scenę. Justin wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją ujęłam.
-Zaśpiewam teraz „Favorite girl” specjalnie dla…?
-Kasi.- powiedziałam. Musiał udawać, że mnie nie zna…
-Dla Kasi!
Hm… To przypadek, że wybrał akurat moją ulubioną piosenkę?
Śpiewał, ciągle trzymając mnie za rękę. Troszkę mu pomagałam, ale po cichu, żeby nie zagłuszyć jego ślicznego głosu.
Nawet nie zauważyłam kiedy piosenka się skończyła. Uśmiechnął się od ucha do ucha, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. On jest taki słodki!- przechodziło mi przez głowę.
Pewnie szczotkuje te swoje ząbki co parę minut, dlatego ma takie białe.


-Dziękuję- powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
-Proszę.- przytulił mnie i powiedział mi to do ucha. Na oczach tylu ludzi! Przytulił mnie! Ojej… To najlepszy dzień w moim życiu…!
To się nadaje do jakieś badziewnej telenoweli.
Oh! Skaczemy ze szczęścia!

Rozdział 2



W domu zastałam całą rodzinę oglądającą jakiś durny program rozrywkowy.
Wiara głównej boChaterki trzyma się – "wszystko, co nie jest związane z Justinem, jest durne."

Mama od razu zapytała:
-Jak było, skarbie? Dobrze się bawiłaś?
-Ach, tak! Było perfekcyjnie!
Już zamierzałam iść do siebie, kiedy odezwał się tata:
-Z kim wróciłaś? Czyje było to auto?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć . I tak nie uwierzą, ale…
-Justin mnie odwiózł.
Moja siostra się zaśmiała.
Ja też.

-Jaki Justin, kochanie?- dociekała się mama.
-Justin Bieber!
Gośka wybuchła jeszcze większym rechotem. Z tego wszystkiego spadła i leżała teraz na podłodze.
-Gośka! Wstawaj! Co ty wyprawiasz?! Pojebało cię?! Uspokój się!- zaczął się wydzierać tata.
Zachichotałam.
-A ty z czego się, panno, śmiejesz?! Wypierdalaj stąd! Do pokoju! Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych bredni!
-Piotrek, uspokój się!- krzyknęła mama.
-Bo co mi zrobisz?!
Rodzice zaczęli się kłócić. Posłałam siostrze wzrok mówiący: „no i co zrobiłaś?!” i poszłam do swojego pokoju. Włożyłam do uszu słuchawki, żeby nie słyszeć wrzasków z dołu, a po chwili zasnęłam.
Co za dramat, aż mi serce pęka.

*

Była już 14. Przestawałam już wierzyć w to, że Justin przyjdzie, ale nagle ktoś zadzwonił do drzwi. }
Listonosz? W ogóle, czemu miałbym akurat Justin przyjść do niej i zadzownić do drzwi? Mieszka koło niej, nie ma nic do roboty?
Wysłał listonosza, że jednak nie przyjedzie.

Szybko zbiegłam na dół i je otworzyłam. Stał w nich przepiękny gwiazdor- Bieber. Ojej! Dzisiaj wygląda lepiej niż wczoraj, myślałam.
-Witaj.- przytulił mnie, a ja odwzajemniłam uścisk z przyjemnością.
-Cześć!
-Gotowa?- popatrzył na mnie tak śmiesznym wzrokiem, że nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. –Widzę, że tak. Ale, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym poznać twoich rodziców.
-Eee… Wiesz… chyba lepiej nie. –Ale było już za późno, bo Justin wszedł do środka, a przechodziła tamtędy mama.
I tak wszedł bez pozwolenia? Kultury go w domu nie nauczyli, czy sława mu już tak głowę zadymiła?
Jakby mnie matka zobaczyła z takim towarzystwem, to by mnie z domu wyrzuciła.

Uff, jak dobrze, że mama, a nie tata…
Tata by go od razu wywalił, co mu będzie jakaś obca dziewczyna łazić po chacie.
I rzuci w niego butelką. Dobre wspomnienie Biebera.

-Dzień dobry!- zawołał chłopak w stronę mojej mamy z ogromnym uśmiechem na buzi.
-Dzień dobry.
-Pani jest pewnie mamą Kasi? –mama przytaknęła.- Ja jestem Justin. Justin Bieber. Miło mi panią poznać!
-Mi ciebie również, chłopcze. Kasiu, to ten sam Justin Bieber, na którego koncercie byłaś wczoraj, czy mi się wydaje?- zwróciła się do mnie mama.
Ona nie wie, kto to Justin Bieber? Słabo, mamulko, słabo.

Justin się zaśmiał.
-Tak, mamo.
-Ooo. Wychodzicie gdzieś?- zapytała.
-Tak. Kasia ma mi pokazać Wrocław. Odstawię ją całą do domu, obiecuję. 
-Dobrze. Kasiu, pamiętaj, żeby wrócić przed tatą.
I wyszliśmy. Wsiedliśmy do jego limuzyny.
-Dlaczego masz wrócić przed tatą? –zapytał delikatnie Justin. Widząc moją niechętną minę, dopowiedział: - Jeśli mogę wiedzieć…
-Taak, Tylko, że nie lubię o tym mówić…
-Może będzie ci lepiej, jak się komuś wygadasz?
Westchnęłam i zamknęłam oczy.
-Jestem raczej typem cierpiącej w ciszy. –zrobiło się cicho i postanowiłam to przerwać. –Mój tata jest okropny. Często na mnie wrzeszczy, a czasami nawet… -wciągnęłam głośno powietrze i wypuściłam ze świstem. –bije…
W takim szczególnym wypadku idzie mu to wybaczyć.

Justina zatkało. Patrzył na mnie swoimi ślicznymi oczami, najprawdopodobniej nie wiedząc, co powiedzieć. Pewnie nie spodziewał się, że to powiem.
-Kasiu… Nie wiem co powiedzieć… -a nie mówiłam? –Och! –mocno mnie przytulił. Musiałam się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć płaczem.
W przyszłości postaraj się o posadę jasnowidza.

Kiedy się ode mnie odsunął, dotknął mojego policzka i powiedział: -Pamiętaj, że ja zawsze jestem z tobą.
-Dziękuję.
Ach, friends forever, chyba się popłaczę.
O Boże.

Zatrzymaliśmy się na rynku. Chodziliśmy między kamienicami, rozmawialiśmy o wszystkim i śmialiśmy się.
I oczywiście żadna psychiczna fanka ich nie zauważyła, nie no, okej.

Kiedy Justin nie znał polskiego znaczenia, pomagałam mu i często mieliśmy przy tym duży ubaw. Zatrzymaliśmy się na lody i poszliśmy coś zjeść do najlepszej restauracji w okolicy. Wszystko stawiał Justin. Co jakiś czas ktoś szeptał "patrz, to Justin Bieber!" lub inne takie, ale nie zwracaliśmy na to uwagi.
I nikt się na niego nie rzucił? Nawet fanka, która tamtędy przełaziła?
Czy ona nie ma wstydu? Żeby tylko polegać na kasie chłopaka.

W pewnym momencie przechodziła obok nas moja kumpela.
-Siema, Kaśka!
-Yo, Andzia!- przywitałyśmy się, podając sobie dłoń.
Dziewczyna popatrzyła na Justina.
-Kto to jest, hm?
-Andzia! Nie poznajesz?! To Justin Bieber!
Cóż za zniewaga!

Jeszcze raz spojrzała na chłopaka, stojącego obok mnie i badawczo przyglądającemu się całej tej sytuacji, i dostała olśnienia.
Księga Ocalenia na nią spadła.

-Ach, no tak! Hello!- uniosła rękę na powitanie Justinowi. Odpowiedział kiwnięciem głowy. -Kochana, masz szlugi?- zwróciła się do mojej osoby.
Nie zdziwiłbym się, gdyby to do Justina powiedziała.

-Ee...- przeszukałam wszystkie kieszenie-nie znalazłam. -Nie mam.
-Kurwa! Trudno. Jutro impreza u mnie na chacie, wpadniecie?
Ukradnij może?

Zamyśliłam się. Czy Justin będzie chciał pójść? Ale on powiedział:
-Jasne.
-Ok.- dopowiedziałam
-No to do zobaczenia jutro! O 18!
Ja nie przyjdę.
A zapraszał cię ktoś?

Gdy Andzia poszła, Justin mnie spytał:
-Co to są szlugi
Czy ja dobrze przeczytałem? Bo nie pamiętam, czy czegoś nie brałem przypadkiem. On nie wie, co to szlugi?
xDDDD

-Papierosy.- nie robiąc sobie nic z tego, co powiedziałam, zaczęłam mówić dalej. -Fajnie, że zgodziłeś się pójść...
-Ty palisz?!- przerwał(a) mi Just(yna). Miał minę tak zmieszaną, że myślałam, że zapadnę się pod ziemię. I ten wzrok...
-Noo...
-Niemożliwe!- znowu mi przerwał. Złapał się rękami za głowę. -Niemożliwe...-zamknął oczy i zaczął kręcić głową, nie dowierzając.
Co jest takiego niemożliwego w paleniu papierosów? Robienie kółeczek z dymu?

-Ale...co?- nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Wiesz, że papierosy szkodzą?
- No co ty?

Bardzo!- otworzył już oczy i złapał mnie za ramiona, potrząsając.
LOL - wybaczcie, ale to było jedyne słowo, jakie mi się udało napisać...
Te ich teksty mnie już rozbawiają.

-Wiem! Ale ty nie wiesz jak to jest, jak ma się przejebane w domu!
Nie przesadzaj.
- strzepnęłam jego dłonie, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść przed siebie. Już wcześniej przechodnie obracali się za Justinem, ale jakby dopiero teraz nas zauważyli.
-Kasia! Poczekaj!- fanki zaczęły oblegać Justina, a ten nie mógł się przez nie przedostać. Miałam im pozwolić na zgniecenie mojej gwiazdy?
Tak? I jakiej TWOJEJ gwiazdy, dziewczyno?

-Ej, wy!- nawet nie zwróciły na mnie uwagi. -Zostawcie go!- zaczęłam odpychać na bok poszczególne dziewczyny i po paru sekundach byłam obok Justina. -Cisza!- wydarłam się. -Możemy pójść na układ: Justin da wam autografy, a wy sobie pójdziecie, ok?
Niezła komercja.
One raczej chcą jego ubrania, ale okej.

Zgodziły się, ale niechętnie. Po tym wszystkim chłopak napisał krótkiego sms-a i pobiegliśmy w kierunku podstawionej limuzyny. W środku powiedział:
-Przepraszam...
-Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam była na ciebie krzyczeć...-spuściłam głowę.
W jakim fragmencie ona na niego krzyczała? Czy ja znowu zakosiłem jakiś ważny kawał opka? *rozgląda się po folderze* Nie...
Ma ktoś chusteczkę? Ze śmiechu mi łzy lecą.

-No, ale dobrze się skończyło.- zaśmiał się. -Dzięki za uratowanie życia!- wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
-Proszę.- zawtórowałam mu.
Podjechaliśmy po hotel, w którym mieszkał. Zauważyłam, że był 5-gwiazdkowy i znajdował się tylko dwie ulice od mojego domu!
Co za szczęście, że wsyzstko to wymyśliła ałtorka, nie? Zawsze może odwiedzić Justina, a on ją może oskarżyć o stalkerowanie.

Weszliśmy do jego mieszkania. Nikogo tam nie było. Zaprowadził mnie do swojego pokoju.
Wpadłam na pewien pomysł...
-Justin, zaśpiewasz coś dla mnie?
-Yhym...-wyjął gitarę, usiadł na łóżku, a ja obok niego, i zaczął grać. Śpiewał "Favorite Girl".
Cóż za niegramatyczny tytuł.
Skąd on wziął gitarę? Z kieszeni?

"I always knew you were the best
the coolest girl i know (...)"
And I think, Justin, you're the coolest girl of the year!

Gdy skończył, byłam niesamowicie wzruszona. Zaśpiewał dla mnie!
Bo chciałaś?

Odłożył gitarę i lekko się przybliżył. Jego twarz znajdowała się coraz bliżej mojej. W końcu dzieliły nas może dwa centymetry. Poczułam przyjemny dotyk na ustach. Objęłam Justina, a on nie był mi obojętny.
Poproszę o wiadro.
*daje mu miskę* Wiadro ja zajęłam.

Zaczęliśmy się całować, ale po kilku sekundach odsunęłam się od niego. Zacisnęłam wargi i zmusiłam się do popatrzenia Justinowi w oczy.
-Przepraszam, ale nie mogę...
Chcesz też wiadro?
Szczyt beznadziejności właśnie został osiągnięty.


Głosuj (0)

Hisatoo 15:38:04 14/05/2011 [Powrót] Podliż się




Pulpet.
IP:87.101.40.7
23:03:05 15/05/2011, brak www

To był scenariusz rijaliti-szoł "Zostań menadżerem w 5 minut", którego nigdy nie zrealizowano... Na szczęście.

No co wy, nie poruszył was dramat boCHaterki, która ma tak cieżkie życie, że aż musi sobie popalić, pokląć i Biebera w prezencie załatwić? Nie?
A, to dobrze, bo mnie też nie.

She-Wolf
IP:83.23.235.223
16:17:33 14/05/2011, brak www

Cytując moją małą kuzynkę:"Uhahałam się" niezmiernie :))